HISTORIA PIERWSZEGO SZYCIA

14 grudnia
szycie, chirurgia, rana

„Cholera, znów za daleko” pomyślałem sobie, po raz kolejny wyciągając igłę ze skóry. Kolejny szew był już nieco lepszy. Przynajmniej równy. Jedziemy dalej.

Czas wcale mnie nie gonił. Po końskiej dawce propofolu* pacjent spał jak zabity. Jestem pewien, że nie obudziłoby go nawet trzęsienie ziemi. Uderzenie asteroidy pewnie też nie. Nie czuł też bólu, bo po takiej ilości morfiny, nie czuje się już praktycznie nic. Zwykle też przestaje się oddychać, ale tym razem całą robotę odwalał respirator. A jednak…

A jednak ręka trzęsła mi się jak alkoholikowi po odstawieniu wódki. Trafienie w punkt, który sobie wyznaczyłem graniczyło z cudem, a w rękawiczkach miałem małe jezioro potu. Dobrze, że były szczelne, przynajmniej nie było widać na obłożeniu**.

Dwie godziny wcześniej
- Młody chcesz się umyć?
- No jasne!
- No to dawaj, pokażę ci jak to się robi

Chwilę później stałem z już umytymi i zdezynfekowanymi rękami próbując założyć sterylny fartuch. Szczęśliwie jedna z pielęgniarek patrzących na mnie z mieszaniną rozbawienia i politowania, pomogła mi poradzić sobie z tym cholernie trudnym zadaniem.

Przez większość zabiegu nie zdarzyło się nic godnego uwagi. Chirurdzy pracowali, ja trzymałem haki – normalne zadanie studenta na praktykach. Ciekawie zaczęło robić się na koniec, kiedy specjalista wyszedł a asystent pozwolił mi założyć kilka szwów. No więc igła z nicią w imadło, imadło w prawą rękę, pęseta w lewą i szyjemy. Przynajmniej takie było założenie, bo wykonanie już trudniejsze. 

Chociaż od tamtego dnia minęło już jakieś 6 lat, trzymając w dłoniach zestaw do szycia, zawsze przypominam sobie ten pierwszy raz. Przy okazji uśmiecham się i doceniam, do czego doszedłem.


Ręce już się nie trzęsą.





*propofol - najpopularniejszy lek wprowadzający narkozę
**obłożenie - materiał, którym przykrywa się pacjenta do operacji



Photo by Piron Guillaume on Unsplash

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.