TEGO NIE UCZYLI NA STUDIACH

04 lutego

Podchodząc do pacjenta uśmiecham się. To ułatwia rozmowę. Spokojnym, zdecydowanym głosem zadaję kolejne pytania. Dlaczego zadzwonił pan po pogotowie? Jakie były objawy? Ile trwały? Później zaczynam badanie. Głowa, klatka piersiowa, brzuch, kończyny. Żadnego wahania w głosie, żadnych drżących rąk, przecież już na studiach robiłem to dziesiątki razy.

To czego nie widać, to już inna historia. Spokój rąk nie oznacza opanowanego umysłu. Ciągle zastanawiam się, czy zadałem już wszystkie pytania, czy może pacjent nie pominął czegoś ważnego. Ile razy zdarzyło mi się, że zapytany o operacje zaprzeczał, a podczas badania znajdowałem wszczepiony stymulator?

Zapominamy, że 6 lat studiów to czas nie tylko na wykucie tysięcy stron i setek chorób. Zbyt późno przypominamy sobie, że był to też czas na naukę odpowiedzialności i samodzielności.

Na uczelni jesteśmy traktowani jak bezstresowo wychowywane dzieci. Jasne, czasami nam się oberwie, ale nasze błędy nie mają większych konsekwencji. Źle zebrany wywiad zawsze można powtórzyć i poprawić. Niedokładne badanie wychwyci nam prowadzący i powie co zbadać jeszcze raz.

Po studiach, czasami dopiero po stażu, ten luz się kończy. Nagle nie ma nad tobą nikogo, kto troskliwie naprawi twoje błędy. Jasne, zawsze możesz prosić o pomoc, ale to ty odpowiadasz za pacjenta i podpisujesz się pod dokumentami.


I nawet jeśli moja odpowiedzialność jest na razie niewielka, ciągle z tyłu głowy siedzi pytanie. A co jeśli zrobiłem coś nie tak?








To dopiero początek tego bloga. Chcę żeby dalej się rozwijał, a teksty były coraz lepsze. Będę bardzo wdzięczny, jeśli mi pomożesz i polubisz moją stronę. Dzięki i do zobaczenia!




Photo by Hannah Busing on Unsplash

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.