CHOROBY ZAKAŹNE – JAK PRZEGRAĆ WYGRANĄ WOJNĘ. CZĘŚĆ 1

02 maja

Zachowania ludzi kształtują się przez nawyki. Codzienne czynności są wyzwalane przez charakterystyczne wskazówki i wzmacniane przez odpowiednie nagrody. Kiedy jesteśmy głodni, zaglądamy do lodówki i pozbywamy się nieprzyjemnego ssania w żołądku. Jeśli czujemy smutek, idziemy na zakupy i poprawiamy zepsuty humor. Takie stereotypowe działania kształtujemy w sobie już od dziecka i nie ma w tym nic złego – dzięki nim nasze mógi oszczędzają energię i mogą zająć się ważniejszymi sprawami, jak na przykład rozmyślanie o niebieskich migdałach.

Ten trójstopniowy schemat, wskazówka – działanie – nagroda, pojawia się także w kontekście naszego zdrowia. Kiedy czujemy się źle, leżymy w łóżku i bierzemy leki, co skutkuje poprawą samopoczucia. 


A jeśli taki układ zostanie zaburzony?

Ta sytuacja jest szczególnie widzoczna w przypadku szczepionek. Paradoksalnie, jeśli szczepienie jest skuteczne, nigdy nie zobaczymy jego efektu – nie otrzymamy nagrody za nasze zachowanie. Po prostu nie zachorujemy na daną chorobę. Będziemy żyć w błogiej nieświadomości tego, jak wiele razy nasz organizm był narażony na potencjalnie śmiertelne patogeny.


W końcu dojdziemy do prostego, ale szalenie niebezpiecznego wniosku, że szczepionki nie są nam potrzebne. To dzieje się już dzisiaj.


Jesteśmy nieustannie bombardowani doniesieniami o niepożądanych odczynach poszczepiennych. Samozwańczy specjaliści od zdrowia zarabiają krocie sprzedając witaminę C jako remedium na każdą dolegliwość. Efektem jest powrót chorób, które jeszcze do niedawna uważaliśmy za pokonane, a najbardziej jaskrawym przykładem jest tląca się już europejska epidemia odry.  

Szczepionka MMR, która ma uodpornić dziecko na odrę, świnkę i różyczkę, już od dawna była demonizowana. To właśnie ją Andrew Wakefield powiązał z występowaniem autyzmu fałszując swoje badania. Dzisiaj wielu rodziców uważa MMR za wcielenie wszelkiego zła i rezygnuje z jej podania. Konsekwencje są proste do przewidzenia. Jeszcze w 2016 r. odnotowano blisko 5270 przypadków zachorowania na odrę. W 2017 było to już ponad 21 000 osób – czterokrotnie więcej. Jeśli tendencja się utrzyma, niedługo wrócimy do czasów przed szczepieniami, kiedy zapadalność na odrę wynosiła 2 mln osób rocznie.

Włos mi się jeży na głowie, kiedy słyszę o rodzicach odrzucających szczepienia wg własnego widzimisię. Choroby, które tak bardzo bagatelizujemy, niosą za sobą szalenie groźne powikłania. Szpecące blizny po ospie wietrznej, bezpłodność po śwince, poronienia po różyczce. To tylko niektóre z nich. Nie wystarczy? Więc wyobraź sobie, że pewien czas po chorobie – niby błahej wysypce – twoje dziecko nagle ma trudności w nauce i zaburzenia pamięci. Nieco później pojawiają się napady padaczkowe. Na koniec tracisz z nim kontakt, bo zapada w śpiączkę, z której już nigdy się nie obudzi. Straszne? Tak właśnie wygląda podostre stwardniające zapalenie mózgu – jedno z najgroźniejszych powikłań odry.


Prawda jest jedna i bardzo prosta. Szczepienia działają i zapobiegają chorobom. To dzięki nim ospę prawdziwą możemy spotkać już tylko w laboratoriach, a żelazne płuca nadają się tylko do muzeów. Nie możemy pozwolić, by banda wyznających teorie spiskowe oszołomów zaczęła zagrażać nam wszystkim.





PS Mój blog jest jeszcze niewielki, dlatego będę bardzo wdzięczny, jeśli pomożesz mi go rozwijać. Jeśli ci się spodobał - naciśnij przycisk po prawej stronie i polub moją stronę na fb, zostaw komentarz, albo poleć ten adres znajomym. Dzięki!

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.