O PRZYPADKACH, KTÓRE ZMIENIŁY MEDYCYNĘ

16 maja

Historia człowieka jest pełna przypadków. Kolumb płynąc do Indii przypadkiem odkrył Amerykę, Bouchard przypadkiem znalazł kamień z Rosetty, a Nobel przypadkiem opracował przepis na dynamit. A co z przypadkami w medycynie? Dzisiaj właśnie o nich.

I nawet nie wspomnę o odkryciu penicyliny.


Pierwsza chemioterapia            

Gaz musztardowy – iperyt – jest wyjątkowo paskudną bronią. W kontakcie ze skórą powoduje głębokie, trudno gojące się oparzenia. Zetknięcie z oczami wywołuje ślepotę. Wdychanie zatrutego powietrza, kończy się oparzeniem dróg oddechowych i uduszeniem. Ma on jednak jedną ważną cechę - jest skuteczny, dlatego tak chętnie wykorzystywały go wojska całego świata.

W grudniu 1943 niemieckie samoloty zaatakowały alianckie okręty zacumowane w Bari. Pech chciał, że jeden z niszczycieli, John Harvey, przewoził ponad siedemdziesiąt ton iperytu, który miał zostać użyty, gdyby Niemcy uzyskali przewagę w walce. Uwolniony gaz nie miał litości. Zabijał nie tylko żołnierzy, ale także okolicznych mieszkańców i rybaków. Śmierć nie zawsze następowała szybko – czasami musiały minąć całe miesiące, zanim organizm poddał się morderczej sile iperytu.

Właśnie ta ostatnia kwestia zainteresowała naukowców. Co powodowało tak późną śmierć? Odpowiedź znaleziono we krwi ofiar. Okazało się, że gaz musztardowy wyjątkowo skutecznie zabijał komórki szpiku kostnego, co dziesiątkowało białe krwinki. I chociaż iperyt nie zrobił wielkiej kariery jako lek na raka, to od niego rozpoczęły się szerokie badania nad lekami zdolnymi do supresji szpiku, a tym samym leczenia białaczek. 

Niektóre z tych leków, jak antyfoliany, używane są do dziś.


Nobel za poświęcenie

Przypadek i Święta Wielkanocne pomogły naukowcom rozwiązać jeszcze jedną zagadkę. Barry Marshall, postanowił zmierzyć się z poglądem, że wrzody żołądka są wywoływane przez stres i niestabilność emocjonalną. Twierdził on raczej, że tą chorobę powodują bakterie, które, zasiedlając żołądek, uszkadzają jego błonę śluzową.

Aby udowodnić swoją teorię, pobierał sok żołądkowy od pacjentów cierpiących z powodu choroby wrzodowej i próbował wyhodować odpowiedzialne za nią patogeny. Bez sukcesów. Przełom nadszedł dopiero w 1982 roku, kiedy, z powodu wielkanocnego zamieszania, Marshall zapomniał wyciągnąć szalek z inkubatora. Kiedy sobie o nich przypomniał, odkrył nieznane wcześniej bakterie. Nadał im nazwę Helicobacter pylori.

Samo odkrycie nie było jednak dowodem, że H. pylori powoduje wrzody, a etyka nie pozwalała na przetestowanie tej teorii na ochotnikach. Marshall postanowił więc, że sprawdzi ją na sobie - wypił pożywkę z kulturami Helicobacter. Kilka dni później u naukowca wystąpiły poty, dreszcze, nudności i wymioty, a pobrane wycinki błony śluzowej żołądka wskazywały na ostre zapalenie błony śluzowej żołądka. Teoria została udowodniona, dzięki czemu opracowano skuteczny schemat leczenia H. pylori.

W 2005 roku, 21 lat po ogłoszeniu wyników badań, Barry Marshall za swoje zapominalstwo otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny.


Jeden zły wybór

Czasami przypadek zadecyduje o naszym sukcesie, innym razem zepchnie nas na samo dno. Ta druga opcja przytrafiła się Horacemu Wellsowi, kiedy postanowił przedstawić swoje najnowsze odkrycie.

Żeby zrozumieć jak ważne ono było, trzeba sobie wyobrazić jak wyglądała chirurgia XIX wieku. Każda sekunda operacji wiązała się niewyobrażalnym cierpieniem pacjenta, który czuł każde nacięcie, każdy ruch ręki operatora. Strach przed bólem powodował, że pacjenci czekali z operacją do ostatniej chwili, gdy często było zbyt późno na ratunek. Sami chirurdzy ćwiczyli latami, rywalizując kto najszybciej amputuje rękę, czy wytnie wyrostek. Aby skrócić operacje wybierano barbarzyńskie metody, jak tamowanie krwawienia gorącym żelazem.

Z problemem bólu postanowił zmierzyć się młody dentysta, twierdzący, że potrafi bezboleśnie wyrywać zęby. Podczas jednej z konferencji wybrał ochotnika z widowni i kazał mu oddychać przygotowanym wcześniej gazem. Kiedy uznał, że pacjent jest gotowy, przystąpił do zabiegu. Założył kleszcze, zaczął ciągnąć i… cała widownia usłyszała głośny krzyk bólu.

Horace Wells został wyśmiany, a jego metodę z zastosowaniem podtlenku azotu uznano za oszustwo.

Dlaczego tak się stało? Ochotnikiem był pewien mężczyzna – otyły alkoholik. Problem z wprowadzeniem takiego pacjenta w narkozę mogliby mieć nawet dzisiejsi anestezjolodzy. Jeden nieszczęśliwy wybór przekreślił szanse Wellsa na sławę i o całe lata opóźnił stosowanie narkozy.
Historia jednak pokazała, że Wells miał rację. Podtlenek azotu, chociaż wypierany przez nowoczesne leki, dalej jest często stosowany na salach operacyjnych.



Dzięki za przeczytanie :) jeśli ci się spodobało, wejdź tutaj i zostań ze mną na dłużej

Photo by Nino Liverani on Unsplash

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.