CHOROBY ZAKAŹNE – JAK PRZEGRAĆ WYGRANĄ WOJNĘ. CZĘŚĆ 2

14 czerwca


Słyszeliście kiedyś o New Delhi? Pierwsze skojarzenie to stolica Indii – miasto zamieszkiwane przez ponad 2,5 miliona ludzi. Jednak lekarzom słyszącym tą nazwę nierzadko włos jeży się na głowie.  Dlaczego? Cofnijmy się nieco w czasie.

Kiedy w 1938 roku wyizolowano penicylinę, wszyscy myśleli, że dokonaliśmy cudu. Oto odkryliśmy lek, który skutecznie zabijał bakterie i leczył nawet najcięższe zakażenia. Początkowo penicylina była cenniejsza niż złoto. Podczas II wojny światowej jeden z konwojów transportował połowę wyprodukowanych zapasów antybiotyku  - całe 5,5g. Przy takiej ilości nie można było pozwolić, by zmarnowała się chociaż odrobina –  nakazano nawet by odzyskiwać niezmetabolizowane cząsteczki penicyliny z moczu leczonych nią pacjentów.


Pomyślcie. 5,5 grama przeznaczone dla całej armii. Dziś jedna dawka to nawet 2 gramy.


Później nadeszły czasy dobrobytu. Przez ostatnie 80 lat szastaliśmy antybiotykami na prawo i lewo. Stosowaliśmy je w każdej błahej infekcji. Karmiliśmy nimi zwierzęta, żeby szybciej rosły. Pozwoliliśmy, by spływały do oceanów, gdzie żywią się nimi ryby. Dosłownie utopiliśmy świat w antybiotykach. Ślepi i zarozumiali sądziliśmy, że bakterie przestały nam zagrażać. Przegapiliśmy moment, w którym stworzyliśmy nasze własne potwory. Własnoręcznie wyhodowaliśmy superbakterie.

Najgroźniejsze z nich posiadają gen NDM, potocznie zwany "New Delhi". Ten stosunkowo krótki łańcuch DNA koduje enzym, który rozkłada wszystkie znane nam antybiotyki, w tym karbapenemy – leki ostatniej szansy. Efekt jest łatwy do przewidzenia - przy zakażeniu bakterią NDM trywialne infekcje stają się zagrożeniem życia. Bakterie "New Delhi" dotarły już do Polski. Najgorsze jest to, że każdy z nas może być ich nosicielem.

Czy mamy szansę wygrać tę wojnę? Prawdopodobnie nie. Dotąd zawsze byliśmy o jeden krok do przodu. Bakterie uodparniały się na jeden antybiotyk, my odkrywaliśmy nowy, bakterie kontratakowały, więc my stosowaliśmy jeszcze silniejszy lek. Teraz sytuacja się odwróciła. To my jesteśmy z tyłu i wszystko wskazuje na to, że ta sytuacja nieprędko się zmieni. Ale co sprawia, że bakterie tak skutecznie walczą z antybiotykami?

Na biologii pewnie uczyliście się, że całe nasze DNA znajduje się w jądrze komórkowym. Bakterie są pod tym względem szczególne. Nie mają jądra, więc ich materiał genetyczny pływa swobodnie w cytoplazmie. Co więcej, bakterie posiadają małe dodatkowe łańcuchy DNA - plazmidy. To one odpowiadają za oporność na antybiotyki. Niestety, łańucuchy te mogą być swobodnie przekazywane między komórkami. To tak jakby jedna bakteria wysyłała do drugiej kartkę z napisem "Hej! Zrób tak i tak, to nie dasz się zabić". Taka komunikacja doprowadziła do powstania NDM i doprowadzi do powstania kolejnych odmian. Nie potrafimy temu zapobiec.


Powoli wkraczamy w nową erę, w której antybiotyki odejdą w zapomnienie. Wraz z nimi umrze cała nowoczesna chirurgia, onkologia, ginekologia i wiele innych dziedzin. 


Co możemy zrobić? Im więcej antybiotyków stosujemy, tym większe ryzyko powstania szczepów opornych. Po pierwsze musimy ograniczyć stosowanie tych leków tylko do infekcji bakteryjnych.  Po drugie, brać je odpowiedzialnie - odpowiednio długo i często - zgodnie z zaleceniami lekarza. Po trzecie, szczepić się, bo tylko szczepienia hamują rozprzestrzenianie się zakażeń.


To niewiele, a jednak te proste czynności mogą uratować nas wszystkich.


PS Poniżej możecie zobaczyć mapę zasięgu bakterii NDM. Jeszcze niedawno cała Europa była od niej wolna. Dziś ogniska zachorowań pojawiają się w coraz to nowych krajach. Będzie ich coraz więcej


Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.