MOTOCYKL SCHOWANY W STODOLE

07 lipca

Pod szpital przyjeżdża karetka. Przez otwarte okna widzimy błyskające niebieskie światła i słyszymy dźwięk noszy prowadzonych po kostce brukowej połączony z monotonnym pikaniem kardiomonitora. Chwilę później widzimy też pacjenta. Z zewnątrz nie wygląda źle - trochę otarć i siniaków. Pachnie nieco gorzej – korytarz zdążył się już wypełnić zapachem taniej wódki. No nic, czułem straszniejsze rzeczy. Pytamy ratowników co się stało.

Pacjent po paru głębszych postanowił wypróbować motocykl, który niedawno odebrał od mechanika (głupia decyzja). Żeby nie zrobić nikomu krzywdy, wybrał polne drogi otaczające wieś, w której mieszkał (zaskakująco rozsądna decyzja). Pech chciał, że kiedy już rozpędził się do słusznej prędkości, trafił na głęboką dziurę przez co przeleciał przez kierownicę wylądował na glebie. Nie mogąc ponownie odpalić silnika, zadzwonił po szwagra – wspólnie zapakowali motocykl do busa i wrócili na wieś. Potłuczony kierowca poszedł do domu, a szwagier po cichu schował motor w stodole.

Nad poszkodowanym zebrała się cała rodzina i po długich dyskusjach podjęli decyzję. Żadnego szpitala nie będzie. Skoro się wywrócił, to jasne, że go boli. Poza tym, to jego wina, że jechał po pijaku. Postanowienie przetrwało jakieś dwie godziny. W tym czasie  ich podopieczny nieco zbladł, coraz mniej się odzywał, coraz bardziej podsypiał. Podjęto drugą decyzję – trzeba wezwać taksówkę karetkę.

Pacjent trafił do nas późnym wieczorem. Blady, spocony, w ograniczonym kontakcie. Diagnozujemy. Szybko pobieramy krew i wysyłamy pacjenta na tomografię. Po niecałej godzinie mamy wyniki.

2,5 promila alkoholu we krwi
Złamanie obojczyka
Złamanie żeber III-VIII po stronie prawej i IV-VI po stronie lewej
Odma opłucnowa po stronie prawej
Pęknięta śledziona, prawa nerka i wątroba
Krwawienie do jamy brzusznej

Kolejny przystanek – blok operacyjny. Pięć godzin walki o życie. Najpierw założenie drenażu opłucnej, żeby odbarczyć płuco i umożliwić pacjentowi oddychanie, później sklejanie pękniętych narządów i sprawdzenie ciągłości całego przewodu pokarmowego. Na koniec jeszcze packing.

Czym właściwie jest packing? To technika ostatniej szansy, kiedy innymi sposobami nie można zatamować całego krwawienia. Do jamy brzusznej czy miednicy wprowadza się chusty gazy i ciasno upycha, mając nadzieję, że krew sama zakrzepnie tamując krwotok. Chusty zostawia się w brzuchu pacjenta na 1-2 dni. Jeśli krwawienie ustało, zostają wyjęte, w innym przypadku trzeba je wymienić na świeże i mieć nadzieję, że tym razem dadzą oczekiwany efekt.

Szczęśliwie, wysiłki chirurgów się opłaciły – płuca uległy rozprężeniu, krwotok został zahamowany. Po kilku dniach na oddziale chory odsyskał swoje siły i, ku wielkiej uldze całego oddziału, w dobrym stanie poszedł do domu. W ten sposób cały personel uwolnił się od matki pacjenta, która o całą krzywdę, która stała się jej synowi obwiniała lekarzy.



Ciekaw jestem, czy blizny, które mu pozostały, powstrzymają go przed ponowną jazdą po pijaku.



Photo by Alexander Shustov on Unsplash


Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.