#NIECH JADĄ

20 lipca


Ten tekst będzie zawierał całą masę przykrych słów. Czasami bardzo przykrych. Będą też kontrowersyjne opinie. Jeśli każdego, kto myśli inaczej niż ty, uważasz za idiotę, lepiej przeczytaj któryś z innych wpisów.

Niedawno w SPSK 4 w Lublinie – szpitalu, który dobrze znam z zajęć na uczelni i w którym zamierzam się specjalizować – zakończył się strajk pielęgniarek. To nie pierwszy protest w moim mieście - wcześniej swój sprzeciw wyrażały także pielęgniarki ze szpitala MSWiA, Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego i SPSK1 - ale chyba największy i najbardziej nagłośniony. Pod wszystkimi artykułami, które są poświęcone tej trudnej sytuacji, nibyspecjaliści zaczęli wylewać swoje żale nie tylko na pielęgniarki, ale i całą ochronę zdrowia. 

Przeczytałem wiele komentarzy (często napisanych przez współczesnych analfabetów) i mogę powiedzieć tylko jedno. Mam dość.

Mam dość nagonki na lekarzy i innych pracowników szpitali. Gdzie nie spojrzę, widzę materiały oczerniające nas z każdej możliwej strony. Gdyby wypisać wszystko, o co się nas oskarża, lista osiągnęłaby rozmiary małej książki. Jesteśmy źli, bo chcemy godnie zarabiać. Bo na rezonans trzeba czekać 12 miesięcy. Bo ktoś spędził kilka godzin na SORze. Bo wszyscy sprzedaliśmy się firmom farmaceutycznym. Wiele z tych oskarżeń ociera się o kabaret. Jesteśmy mordercami, bo podajemy witaminę K i szczepimy dzieci. Konowałami, bo nowotwory leczymy chemioterapią, zamiast robić kroplówki z witaminy C. I kiedy myślę, że dotarliśmy już do granic absurdu, jakaś matka madka szybko udowadnia mi, że się myliłem.

Mam dość tych wszystkich domorosłych specjalistów od leczenia. Najgorsze, że w dzisiejszym świecie mają tyle kanałów, którymi mogą docierać do swoich fanów. Na Facebooku, YouTube, Instagramie i bóg wie jeszcze czym rozpowszechniają swój stek bzdur, a my nie możemy temu zapobiec. Praktycznie żaden z tych fachowców nie ma medycznego wykształcenia. Pan inżynier (!) poleca cudowną witaminę C (najbardziej lewoskrętna dostępna tylko w jego sklepie), na każde przeziębienie, biegunkę i nowotwór. Dzielnie wtóruje mu pani agentka ubezpieczeniowa - prezes ruchu antyszczepionkowego. Efekt? Ponad 30 tysięcy odmów szczepień i nowa epidemia odry. Brawo.

Mam dość tego, że wszyscy musimy dorabiać, żeby żyć na jakimkolwiek poziomie. Ja miałem to szczęście, że mogłem zdobyć dodatkową pracę na uczelni. Moi znajomi dorabiają nalewając piwo w barach, malując paznokcie albo udzielając korepetycji. Nie zrozumcie mnie źle – to nie są jakieś gorsze prace. Chodzi mi o to, że nasz zawód, przy całym swoim skomplikowaniu i odpowiedzialności, powinien zapewnić nam godne utrzymanie, a tak nie jest. Każdy z nas zmuszony jest dorabiać, bo samo wynajęcie pokoju potrafi nam zabrać połowę podstawowej pensji. 

Ale dorabianie w barach, czy na korepetycjach to nie jest wielki problem, przecież ewentualne pomyłki nie spowodują żadnej szkody. Znacznie gorzej, kiedy po dyżurze w jednym szpitalu od razu pędzisz do drugiego. Już nie chodzi tylko o pieniądze. Mamy tak ogromne niedobory personelu medycznego, że gdyby każdy z nas zaczął pracować tylko w jednym miejscu, połowę szpitali trzebaby zamknąć. I co wtedy? Jak wytłumaczyć pacjentowi z zawałem, że musi się udać w kilkugodzinną podróż do innego szpitala, bo tutaj nie ma kto mu pomóc?

Mam dość, kiedy kolejny raz słyszę kierowane w stronę lekarzy słowa „niech jadą”. Naprawdę mamy to zrobić? Jesteśmy zdolni i szybko uczymy się nowych języków - wyjedziemy bez trudu. Tylko kto na tym wszystkim straci?

Odpowiedź jest prosta.




Źródło zdjęcia: Wojciech Olkuśnik/Agencja Gazeta; wiadomosci.gazeta.pl

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.