KIM JEST LEKARZ REZYDENT

21 listopada




Chociaż protest rezydentów zakończył się już parę miesięcy temu, jego echo dalej rozbrzmiewa w dzisiejszej, szpitalnej rzeczywistości. Nie wszystkie postulaty specjalizujących się lekarzy zostały przyjęte, a nawet jeśli, to Ministerstwo Zdrowia skutecznie zwleka z wywiązaniem się ze swoich zobowiązań, stawiając na szali bezpieczeństwo każdego – teraźniejszego i przyszłego – pacjenta.

Niejako ubocznym skutkiem protestu medyków był fakt rozpowszechnienia się słów „lekarz rezydent”. Na fali niezliczonych programów telewizyjnych, audycji radiowych i artykułów prasowych powstało wiele mitów dotyczących tego, kim właściwie są rezydenci. Nadszedł czas, żeby te mity obalić.


Czym w ogóle jest rezydentura?


Jeśli gdzieś w szpitalu czy przychodni natkniecie się na młodego lekarza, macie pełne prawo podejrzewać, że podjął on szkolenie specjalizacyjne. Wynika to z bardzo pragmatycznego podejścia – lekarz bez specjalizacji ma niewiele możliwości podjęcia pracy i dalszego rozwoju. Rezydentura jest jedną z możliwości odbycia takiego szkolenia. Polega ona na tym, że choć medyk podpisuje umowę ze szpitalem, to jego pensja jest wypłacana z budżetu państwa. Jest to szalenie wygodne rozwiązanie dla dyrektorów szpitali, otrzymujących niejako darmowego pracownika. Niestety rozwiązanie takie czasami prowadzi do patologicznych praktyk, gdzie rezydent jest używany do łatania dziur kadrowych powstałych, bo szpitala  nie stać na zatrudnienie specjalisty.

Rekrutacja na specjalizację to całkowicie odmienna kwestia. Niestety, przepisy są skonstruowane w ten sposób, że większość młodych lekarzy jest zmuszona do pójścia na mniej więcej miesięczne bezrobocie. Problemem jest także liczba miejsc szkoleniowych i rezydenckich, która zwykle nie pokrywa się z rzeczywistym zapotrzebowaniem na specjalistów.
Tyle z teorii prawa. Czas skupić się na człowieku.


Pełne prawo do leczenia


Lekarz podczas szkolenia specjalizacyjnego ma pełne prawo wykonywania zawodu i ponosi pełną odpowiedzialność za swoje działania.

Rezydenci nie są mitycznymi stworzeniami, których jedynym zadaniem jest nauka. Pracujemy tak jak każdy inny lekarz – zlecamy leki i badania, wykonujemy zabiegi i operacje oraz odbywamy dyżury. Tak naprawdę jedyną różnicą jest to, że nasze czynności są nadzorowane przez innych. W szpitalach pomagają nam kierownicy specjalizacji oraz specjaliści pracujący na oddziałach. Na wyższych szczeblach naszą pracę kontrolują odpowiednie jednostki Ministerstwa Zdrowia.


Lekarzu, pokaż co masz w garażu!


Strajk rezydentów postrzegany jest głównie przez pryzmat postulatów płacowych. To niesprawiedliwe podejście. Porozumienie rezydentów na początku protestu ogłosiło 5 postulatów (możecie o nich przeczytać tutaj) – najważniejszymi z nich było zwiększenie ogólnych nakładów na ochronę zdrowia i likwidacja kolejek. Postulat płacowy znajdował się dopiero na ostatnim miejscu.

A jak naprawdę wyglądają te legendarne pensje lekarzy?

Niedawno ukończyłem trzynastomiesięczny staż, podczas którego miałem doskonalić swoje umiejętności pracy z pacjentami. Pensja nie była zbyt wysoka – 1530 zł netto – co z trudem starczało na miesięczne utrzymanie. Wraz z rozpoczęciem rezydentury i przyjęciem wielu nowych obowiązków, moja płaca wzrośnie do 2800 zł na rękę.

Fajnie, szkoda tylko, że więcej płacą w Lidlu.*

A teraz najciekawsze. Kodeks pracy pozwala lekarzom pracować maksymalnie 48 godzin w tygodniu, ale istnieją sposoby (np. podpisanie klauzuli opt-out), żeby ten czas wydłużyć. Niektórzy są wręcz do tego zmuszani, bo brakuje personelu, by obstawić dyżury. Efektem jest sytuacja, w której lekarze są wiecznie przemęczeni, a to stwarza niebezpieczeństwo nie tylko dla nich samych (pewnie słyszeliście o przypadkach śmierci na dyżurach), ale także dla pacjentów.


Pomyślcie. Chcielibyście polecieć samolotem, którego pilot nie spał od 30 godzin? Minister Zdrowia zmusza was do operacji u lekarza, który pracował jeszcze dłużej.







*Sytuacja jest jeszcze trudniejsza w przypadku innych zawodów medycznych - czasami diagności laboratoryjni zarabiają nawet poniżej płacy minimalnej! Jak to możliwe? Pracodawcy wyrównują braki doliczając do podstawy wynagrodzenia dodatki za wysługę lat i dyżury. Więcej możecie przeczytać tutaj




Dobrze, że jesteś! 
Jeśli spodobał ci się ten tekst, dołącz do mnie na facebooku 

i instagramie

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.