KRZYK ROZPACZY

20 marca


"Chłopaki, mamy reanimację"

To jedno krótkie zdanie natychmiast przerwało wszystkie rozmowy odbywające się w gabinecie lekarskim. W jednym momencie wszystkie inne sprawy przestały się liczyć, a my całkowicie skupiliśmy się na pomocy pacjentce. Zaczęła się walka o życie

Reanimacja nie jest bezmyślnym uciskaniem klatki piersiowej z nadzieją na osiągnięcie jakiegoś efektu. Wymaga ona dokładnej analizy stanu pacjenta i, co najważniejsze, ustalenia przyczyny i mechanizmu zatrzymania krążenia. Bez takich działań nie ma co liczyć na powodzenie.

Wchodząc do sali natychmiast zaczęliśmy gromadzić wiedzę. Pacjentka w starszym wieku, po poważnym złamaniu. Jeszcze na porannej wizycie czuła się dobrze, chętnie z nami rozmawiała. Spojrzeliśmy na kardiomonitor i zobaczyliśmy niewielkie załamki na wykresie EKG. Niedobrze, bo PEA (czyli aktywność elektryczna bez tętna) jest rytmem nie do defibrylacji, co znacznie zmniejsza szanse pacjenta. Rozpoczęliśmy uciskanie klatki piersiowej, a wezwani anestezjolodzy zaintubowali drogi oddechowe, założyli wkłucia i podali odpowiednie leki. Kolejne minuty ciągnęły się w nieskończoność. W końcu z ust anestezjologa padło decydujące słowo.

"Kończymy"

To ja musiałem powiadomić rodzinę o śmierci. Pierwszy raz. Żadne zajęcia na studiach nie potrafią do tego przygotować. Znałem podstawowe zasady, w tym najważniejszą – o zgonie trzeba powiedzieć definitywnie. Nie można pozostawić miejsca na nadzieje i domysły. Najlepsze są krótkie komunikaty "Mam dla pana bardzo przykrą wiadomość. Niestety, mimo naszych wysiłków, pana bliski nie żyje". Kilka słów, dwa zdania. Co może pójść nie tak?

Nauczenie się regułki to banał. Nikt jednak nie przygotuje cię na to, co się stanie kiedy już wypowiesz te słowa. Nikt nie opowie wystarczająco dokłądnie o rozdzierającym krzyku rozpaczy, pretensjach czy wyzwiskach, które usłyszysz, ani o tym jak stanowczo będziesz musiał przekonywać rodzinę, że dla ich bliskiego nie ma już ratunku.

Od tamtego zdarzenia minęło parę tygodni. W tym czasie już wielokrotnie musiałem przekazać informację o ciężkim stanie pacjenta, o tym, że niebawem może umrzeć. Choć niełatwe, było  to konieczne. Ukrywanie informacji i dawanie fałszywej nadziei tylko zwiększa ból i rozpacz po odejściu bliskiej osoby.


Staram się nie zabierać pracy do domu. A jednak ciągle pamiętam ten pierwszy telefon. 



Photo by Matthew Henry on Unsplash


Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.