NA DRODZE NIE UFAJ NIKOMU - HISTORIE Z DYŻURU

02 marca


Wczoraj, wracając do domu, natrafiłem na policyjną blokadę. Kilka radiowozów postawionych w poprzek drogi całkowicie uniemożliwiało przejazd. Podszedłem do jednego z funkcjonariuszy i spytałem, czy nikt nie potrzebuje pomocy. W odpowiedzi usłyszałem, że sam wypadek zdarzył się już kilka godzin wcześniej – jadący samochód potrącił dwie osoby przechodzące przez nieoświetlony fragment jezdni. Poszkodowanych – kobietę i mężczyznę – przewieziono do najbliższego szpitala.

Wtedy uświadomiłem sobie, że już spotkałem tych ludzi


NN Kobieta

Kiedy weszliśmy na SOR, trwała tam gorączkowa krzątanina. Słowa personelu nakładały się na charakterystyczny dźwięk wydawany przez LUCASa, czyli urządzenie do automatycznego uciskania klatki piersiowej. Rozejrzałem się po sali. Po lewej stronie leżała młoda, dwudziestokilkuletnia kobieta. To właśnie ona wymagała reanimacji.

Jej stan nie rokował większych nadziei. Kilkukrotne zatrzymanie akcji serca, rozległy uraz mózgu, konieczność przetoczenia prawie sześciu litrów krwi. Mimo skrajnie ciężkiej sytuacji lekarze i ratownicy walczyli dalej.  To niestety nie wystarczyło. Kobieta zmarła na bloku operacyjnym podczas rozpaczliwej próby zatamowania krwawienia wewnętrznego.


NN Mężczyzna

Kiedy kobietą zajmowali się anestezjolodzy, my podeszliśmy do mężczyzny. Był w pozornie nienajgorszym stanie. Przytomny, zorientowany co do miejsca i czasu, wykonujący polecenia. Dokładniejsze badania nie pozostawiły jednak złudzeń. Uszkodzenie kręgosłupa, wieloodłamowe złamanie miednicy, obrażenia narządów wewnętrznych, porażenie jednej z kończyn dolnych. Całkiem sporo alkoholu we krwi. To wszystko nie napawało optymizmem. Największym priorytetem było przynajmniej czasow ustabilizowanie miednicy.*

Prawdziwa machina ruszyła kolejnego poranka. Badania obrazowe, konsultacje z radiologami, chirurgami, urologami i anestezjologami – robiliśmy wszystko co mogłoby pomóc w prawidłowej ocenie stanu pacjenta i ustaleniu co dalej. W końcu zapadła decyzja – pacjent jedzie na salę operacyjną. Cały zabieg trwał ponad sześć godzin. Pacjent przeżył, ale musiał znaleźć się na oddziale intensywnej terapii.


Kierowca

O kierowcy niewiele wiadomo, a krążące plotki nie poprawiają sytuacji. Podobno był młody, podobno był trzeźwy. Teraz grozi mu kilka lat więzienia. Decyzję podejmie sąd

Jednak internetowi komentatorzy wydali już swoje wyroki - przecież tak łatwo stwierdzić, kto jest winny. Mnie dręczy inna rzecz - nie mogę przestać myśleć o tragedii, która w jednym momencie zniszczyła świat trójki ludzi. Żadne z nich, wstając rano, nie myślało, że wieczorem życie jakie zna dobiegnie końca.


Na koniec

Kiedy znajdujesz się na drodze, nie ufaj nikomu, zawsze zakładaj najgorsze. Nawet jeśli wszystko zrobisz dobrze – ograniczysz prędkość, masz pierwszeństwo czy przechodzisz przez jezdnię na zielonym świetle – pamiętaj, że ktoś inny może popełnić błąd.

Dlaczego to ty miałbyś za niego płacić?






*Dyżurowy tryb pracy znacznie różni się od normalnego, głównie ze względu na mniejszą ilość i zmęczenie personelu (zwykle na oddziale pracuje tylko jeden lub dwóch dyżurnych lekarzy) oraz konieczność zaopiekowania się licznymi pacjentami. Statystyki także nie pozostawiają złudzeń - operacje w trybie dyżurowym charakteryzują się m.in. większą śmiertelnością i mniejszym odsetkiem powodzeń. Z tego powodu na dyżurach wykonuje zwykle tylko zabiegi ratujące życie, a definitywne leczenie rozpoczyna się w ciągu dnia, mając do dyspozycji wypoczęty i odpowiednio doświadczony zespół.


Dobrze, że jesteś! 
Jeśli spodobał ci się ten tekst, dołącz do mnie na facebooku 

i instagramie

Photo by Per Lööv on Unsplash

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.