BRAWO BOHATEROWIE!

24 kwietnia



Często pisałem tutaj o rodzinach, z którymi musiałem stoczyć prawdziwą walkę o wypis pacjenta. W ciężkich rozmowach używałem już różnych argumentów. Zaczynałem od delikatnych, wspominając o bezsensowności dalszego leczenia w szpitalu, a kończyłem na najcięższych, mówiąc o konieczności zapłacenia za nieuzasadnioną hospitalizację. Takie artykuły opisywały jednak tylko niewielki wycinek rzeczywistości – w swojej pracy spotkałem przecież wiele osób szczerze zainteresowanych stanem bliskiej osoby i gotowych poświęcić bardzo wiele, by pomóc jej odzyskać sprawność. Dzisiaj chcę opowiedzieć właśnie o takich ludziach.

Każda choroba wiąże się z wyzwaniami. Czasami są one stosunkowo niewielkie, jak konieczność wykupienia leków i materiałów opatrunkowych, a czasami wymagają dużego poświęcenia, przeorganizowania życia i odejścia od wypracowanych przez lata schematów. Przymus wprowadzenia takich zmian wiąże  się często ze złością, zaprzeczeniem czy obawą o przyszłość. Takie uczucia mogą przytłaczać, ale wiele osób potrafi im sprostać. Jak to robią?

Zaczynają od małych rzeczy. Opieka nad chorym nie wymaga heroicznej postawy 24 godziny na dobę. W lwiej części opiera się ona na wykonywaniu prostych, krótkich czynności – przyniesienia czystych ubrań i czegoś do jedzenia, pomocy w ćwiczeniach, ogolenia zarostu czy rozmowy o tym jak minął dzień. Takie rzeczy nie wymagają ani wykształcenia, ani specjalistycznego sprzętu. Wystarczą chęci i trochę kreatywności w organizowaniu wolnego czasu. I, mimo swojego nieskomplikowania, te małe rzeczy potrafią uczynić wielką różnicę.

Chcą wiedzieć więcej. Rozmowa z osobami, które naprawdę angażują się w opiekę bywa bardzo trudna – nie pod względem emocjonalnym, ale merytorycznym. Podczas konwersacji pada wiele konkretnych i wyczerpujących pytań o to jak się dalej zachować, co trzeba robić, jak dalej ćwiczyć… Często musiałem prosić o pomoc starszych kolegów, bo sam nie potrafiłem dać satysfakcjonującej odpowiedzi. Szczerze mówiąc, cieszą mnie takie sytuacje. Z jednej strony lubię rozmawiać z konkretnymi i zdecydowanymi ludźmi, z drugiej to dla mnie okazja na zdobycie dodatkowej i przydatnej wiedzy.

Przygotowują się. To chyba najtrudniejsza część sprawowania opieki – odpowiednie przygotowanie. Lista rzeczy, na które trzeba zwrócić uwagę wydaje się nie mieć końca. Zaczyna się od odpowiedniego ułożenia kalendarza codziennych czynności, przez zatrudnienie ewentualnej opieki, przygotowanie mieszkania (szczególnie łazienki i pokoju chorego), aż po zakup niezbędnych materiałów rehabilitacyjnych i przebrnięcie przez procedurę refundacyjną. Ta praca kosztuje wiele nerwów, szczególnie, że wiąże się z wieloma trudnościami i absurdami. Pierwszy z brzegu? Większość urzędów jest czynna gdzieś pomiędzy 7.00 a 15.00, czyli w godzinach, które normalny człowiek spędza w pracy. I jak tu znaleźć dobre rozwiązanie?

Szukają pomocy. Prawda jest taka, że nikt nie poradzi sobie ze wszystkim sam. W końcu zabraknie nam czasu, sprzętu czy umiejętności, dlatego tak ważna jest umiejętność znalezienia pomocy. Przybiera ona wiele form – może to być pracownik socjalny, który przygotuje dla nas dokumenty wymagane do DPS, czy do otrzymania pomocy finansowej, może to być fizjoterapeuta, który poprowadzi rehabilitację, albo opiekun, który odciąży nas w codziennych zadaniach przy chorym, dając czas na pracę zawodową i odpoczynek. Wybór odpowiednich ludzi nigdy nie jest prosty (zwykle także nie jest tani), ale myślę, że korzyści, które możemy osiągnąć są nieporównywalnie większe do kosztów, które poniesiemy.


Pisząc artykuły mam wrażenie, że często dotykam tylko wierzchołka problemu. Pewnie tak jest i w tym tekście. Mimo wszystko, chciałbym podziękować i pogratulować Wam - prawdziwym bohaterom. Bez was praca wszystkich szpitali byłaby bez sensu. 




Dobrze, że jesteś! 
Jeśli spodobał ci się ten tekst, dołącz do mnie na facebooku 

i instagramie

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.