6 RZECZY, ZA KTÓRE NIE CIERPIĘ MOJEJ PRACY

11 sierpnia



Jak napisałem w ostatnim poście całkiem łatwo jest wyliczyć rzeczy, które nam nie odpowiadają. W większości są to błahe sprawy. Nie lubimy porannego wstawania i nadgodzin, upierdliwych klientów/pacjentów i długich dojazdów do pracy. Te rzeczy nie mają jednak wielkiego znaczenia w ogólnym rozrachunku. A jakby się zastanowić, co naprawdę niszczy naszą radość z pracy? Poniżej znajdziecie kilka moich typów.

NFZ – wycena świadczeń medycznych już od dawna schodzi na psy. Na szpitale i przychodnie nakładane są limity, którym naprawdę trudno sprostać. Najbardziej cierpią na tym oczywiście pacjenci – muszą czekać w wielomiesięcznych kolejkach, cierpiąc i będąc niepewnymi co do rozpoznania i swojej przyszłości. Wspomniane już szpitale wcale nie mają łatwiej. Wyceny procedur sprawiają, że wielu chorób wręcz nie opłaca się leczyć. Na końcu jesteśmy też my, lekarze, zmuszeni do lawirowania w idiotycznej biurokracji. Absurdem jest to, że to my jesteśmy odpowiedzialni za ustalenie, jaki poziom refundacji leków należy się choremu. Ostatnio spędziłem półtorej godziny dowiadując się czy jeden z moich pacjentów jest ubezpieczony i kompletując odpowiednią dokumentację. Po co? Pacjent nie był zbyt majętny a pełna kuracja lekiem, który był mu niezbędny kosztowałaby kilkaset złotych. Jestem pewien, że nie był w stanie sobie na nią pozwolić. Z refundacją koszt wyniósłby tylko kilkadziesiąt złotych, ale musiałem mieć dowód ubezpieczenia, inaczej NFZ nałożyłby na mnie karę i kazał zwrócić różnicę w cenie. Półtorej godziny, które mógłbym poświęcić na opiekę nad pacjentami, albo przygotowanie się do operacji, stracone na głupie papiery. Fajnie, nie?

Pijani pacjenci – specyfiką oddziału urazowego jest to, że nie możemy selekcjonować kogo przyjmiemy. Praktycznie codziennie trafiają do nas osoby, które uszkodziły się na własne życzenie, będąc pod wpływem alkoholu. Najgorsi są pijani kierowcy - w ich przypadku kompletnie nie potrafię się zmusić do empatii i współczucia. Najchętniej wyrzuciłbym ich z oddziału, żeby sami radzili sobie z tym co zepsuli. Z tyłu głowy ciągle mam myśl, że przecież mogliby się zderzyć z kimś z mojej rodziny. Przez swoją głupotę mogliby odebrać mi kogoś, kogo kocham. Jakbym się wtedy zachował? Czy potrafiłbym postępować zgodnie z przyrzeczeniem lekarskim i „ według najlepszej mej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać chorobom, a chorym nieść pomoc bez żadnych różnic?” 

Wszechobecna roszczeniowość – w każdej branży spotkamy ludzi, którym się należy. Co dokładnie? Wszystko! Od ominięcia kolejki (bo boli), przez darmowe leki (bo przecież inni je dostają) po całkowite olanie innych pacjentów (bo przecież ich choroba jest najgorsza). W konfrontacji z takimi ludźmi jakakolwiek sensowna argumentacja przestaje działać. Skoro oni płacą składki to pomoc mają otrzymać natychmiast, nawet kosztem innych. Taka nowoczesna forma narcyzmu.

Ryzyko zakażeń – wybierając specjalizację zabiegową dobrze wiedziałem, że przez resztę mojej pracy będę ryzykował własnym zdrowiem. Kiedyś, jeszcze przed czasami anty- i aseptyki, każda operacja była eksperymentem bakteriologicznym na pacjencie. Nie znano ani antybiotyków ani zasad sterylizacji co skutkowało powszechnym ropieniem ran, zapaleniami otrzewnej i sepsami, które kończyły się śmiercią chorego. Dziś jest inaczej – każdy pacjent otrzymuje profilaktykę antybiotykową, a my za wszelką cenę utrzymujemy sterylność pola operacyjnego. W ten sposób operacje stały się eksperymentami wirusologicznymi prowadzonymi na lekarzach. Mimo zachowania szczególnej ostrożności często dochodzi do zakłuć, zranień narzędziami, czy ochlapania krwią. W każdym takim przypadku ryzykujemy własnym zdrowiem. Na wiele wirusów, jak HIV czy WZW C nie ma jakiejkolwiek szczepionki, a pacjentów nie bada się przesiewowo pod kątem ich występowania. Po każdym zdarzeniu niepożądanym powinniśmy przejść procedurę diagnostyczną, która ze względu na cykl rozwojowy wirusa trwa wiele miesięcy. Czasami potrzebne jest także przyjęcie silnych leków, które w żadnym wypadku nie pozostają obojętne dla organizmu. Niestety, każdy z nas wiedział jakie jest ryzyko.

Tony papierów – nie ma co się oszukiwać, dokumentom poświęcamy znacznie więcej czasu niż samym pacjentom. Praktycznie każda czynność wymaga od nas wypełnienia odpowiednich rubryczek w konkretnej tabelce. Często zakrawa to na absurd. Zastosowanie unieruchomienia u stwarzającego zagrożenie pacjenta oznacza wypełnienie blisko sześciu stron. Nowe zlecenia na zaopatrzenie w wyroby medyczne mają mieć siedem (!) stron zamiast jednej! Ilość biurokracji jest niesamowita. Pół biedy, gdyby te dokumenty były tworzone dla nas, by pomóc w leczeniu. Nie! Są one stworzone przez biurokratów zainteresowanych jedynie statystykami i wątpliwym ograniczaniem kosztów, a wykorzystywane przez prokuratorów i firmy ubezpieczeniowe, by znaleźć dziurę w całym, wsadzić kogoś za kratki, albo wyciągnąć trochę pieniędzy.

Studia, które nie nadążają za potrzebami – studia medyczne (pewnie podobnie jak i inne kierunki) stawiają na ogromną ilość teorii i stosunkowo niewiele praktyki. Oczywiście, mamy zajęcia w szpitalach i na salach operacyjnych, ale bardzo szybko przekonałem się, że nijak nie przystają one do realiów naszego zawodu. Najgorsze jest to, że nie uczy się nas podejmowania decyzji i radzenia sobie z odpowiedzialnością. W momencie rozpoczęcia pracy wszystko się zmienia. To my mamy podejmować decyzje i wdrażać leczenie. Jasne, na początku pomagają nam starsi koledzy, ale co jeśli ich zabraknie? A nawet jeśli nam pomogą, ostatnie słowo i tak należy do nas. Początkowo byłem wręcz sparaliżowany strachem. Zlecenie najprostszych leków wiązało się z cholernie długim zastanawianiem i wyobrażaniem sobie najgorszych konsekwencji. Dopiero po długim czasie udało mi się pozbyć większości tego strachu, ale co się zdążyłem nas tresować, to moje.


A jak wygląda wasza praca? Jest w niej coś odpychającego, czy wręcz odwrotnie, nie ma słabych stron?




Dobrze, że jesteś! 
Jeśli spodobał ci się ten tekst, dołącz do mnie na facebooku 

i instagramie



Photo by Owen Beard on Unsplash

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.