LEKARZY TRUDNE ROZMOWY

12 października


Wyobrażając sobie lekarza, zawsze myślałem o osobie w masce i czepku, pochylonej w skupieniu nad stołem operacyjnym, gdzie każdy fałszywy ruch mógłby zaważyć o zdrowiu, życiu albo śmierci. To wyobrażenie sprawdziło się tylko połowicznie, bo szybko zostałem przytłoczony tonami dokumentów, które trzeba wypełnić podczas leczenia.

Istnieje jednak jeszcze jedna część pracy lekarza, o której mówi się stosunkowo rzadko. To rozmowy z pacjentami i ich bliskimi. Czego mogę się po nich spodziewać?

Że wszystko pójdzie łatwo

To najbardziej satysfakcjonująca opcja. Rozmowa z osobą naprawdę interesującą się własnym zdrowiem, zadającą trafne pytania i słuchającą zaleceń przynosi świetne wyniki. Chory rozumiejący zasady terapii, jej etapy i spodziewane efekty zwykle osiąga znacznie lepsze wyniki leczenia niż inni. Dzięki temu może szybciej wrócić do zdrowia, codziennych zajęć i pracy. W ten sposób wszyscy wychodzą ze szpitala zadowoleni.


Że będzie okropnie trudno

Mimo najnowszych osiągnięć medycyny i największych starań, nie zawsze możemy przekazać dobre informacje. Te rozmowy nigdy nie są proste. Nic, żaden podręcznik, żadne ćwiczenia nie przygotują cię w pełni na moment, kiedy musisz poinformować kobietę o śmierci jej męża albo powiedzieć dziecku, że jego ojciec został kaleką do końca życia. Ale wiecie co jest najgorsze? To, że trzeba być bezlitosnym. Nie można zostawić żadnej nadziei, furtki, że coś ulegnie zmianie. Twoje słowa muszą być jasne i jednoznaczne, inaczej przysporzą jeszcze więcej cierpienia.
Chciałbym się przyzwyczaić do przekazywania trudnych informacji, ale myślę, że to niemożliwe. Każda z tych rozmów jest inna. Czasami słyszę wypełniający gabinet krzyk rozpaczy, czasami cichy płacz. Jedni chcą wiedzieć jak najwięcej, innym wystarczy tylko kilka prostych faktów. Regułą jest tylko to, że po takich rozmowach ciężko wrócić do innych obowiązków.


Że będę rzucał grochem o ścianę

Niektórzy pacjenci są jak małe dzieci, które mają za cel zrobienie innym na złość. Poświęcamy im masę czasu, żeby cierpliwie wytłumaczyć co mogą i powinni, a czego nie wolno. Jaki to przynosi efekt? Dosłownie żaden. Nie działają prośby, groźby, katastrofalne scenariusze. Zakazujemy chodzenia w gipsie? Kilka minut później pacjent stoi na balkonie z papierosem. Prosimy o trzymanie nogi w górze? Jeszcze dobrze nie wyjdziemy z sali, a pacjent siedzi ze spuszczonymi nogami.
Doskonale wiem, że leczenie stosowane przez ortopedów jest uciążliwe. Gipsy są ciężkie i niewygodne, a ćwiczenia bolesne i nieprzyjemne. Tyle, że naszym celem nie jest uprzykrzanie pacjentom życia, ale jak najszybsze i najskuteczniejsze doprowadzenie pacjenta do zdrowia. Wydaje się, że niektóre z naszych zaleceń to pierdoły, ale każde ma swój cel. Niestety, niektórzy uświadamiają sobie to dopiero, gdy jest już za późno.


Że za chwilę porozmawiam z prokuratorem

Już dawno straciłem rachubę w liczeniu gróźb spotkania z prokuratorem. Nie pamiętam też ile razy zostałem nazwany kretynem, idiotą, darmozjadem czy konowałem. Nauczyłem się puszczać takie uwagi mimo uszu, chociaż jestem przy okazji bardzo skrupulatny we wpisywaniu ich w dokumentację medyczną.

W groźbach przodują rodziny pacjentów. Nie ma reguły co do ich majętności czy wykształcenia. Wyzwiska słyszałem zarówno od osób z tak zwanego marginesu, jak i od kolegów po fachu. Co ciekawe, mimo braku rozeznania w realnym stanie pacjenta, ci ludzie najlepiej wiedzą jak powinniśmy zaplanować leczenie – kiedy operować, jakie podawać leki i jak pielęgnować chorego. Interesujące jest to, że ich troska objawia się dopiero w szpitalu, bo jak inaczej wytłumaczyć skrajne zaniedbanie pacjenta przed przyjęciem?

I wszystko mi jedno, kiedy wyzwiska są kierowane w moją stronę. Poradzę sobie. Nienawidzę, kiedy atakowane są pielęgniarki, fizjoterapeuci czy salowe. Nie odpuszczę, bo harują ponad swoje siły i obowiązki, nie zasługując na takie traktowanie.


Że usłyszę „dziękuję”

Na koniec coś miłego. Czasami pacjenci szukają nas tylko po to, żeby wychodząc do domu powiedzieć „dziękuję”. To strasznie miłe, kiedy widzimy, że ktoś docenia nasze wysiłki i jest zadowolony z efektów. Wystarczy jedno proste słowo, a dzień staje się od razu lepszy.


Koniec końców praca z ludźmi, choć ciężka, potrafi sprawić wiele przyjemności. A jakie są wasze doświadczenia? Bardzo bym chciał o nich przeczytać!



Dobrze, że jesteś! 
Jeśli spodobał ci się ten tekst, dołącz do mnie na facebooku 

i instagramie

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.