Medycyna

„POPROSZĘ NÓŻ” – JAK WYGLĄDA OPERACJA?

1 grudnia 2019
Jak wygląda operacja?

Lista chorób wymagających użycia noża ciągnie się w nieskończoność. Ludzie wiedzieli o tym od dawna, przecież już prehistorycznych grobach znajdowano zwłoki noszące ślady zabiegów takich jak amputacje, czy trepanacje czaszki. Przez kolejne stulecia opracowywano nowe techniki chirurgiczne i udoskonalano już istniejące. Dziś doszliśmy do momentu, w którym możliwa jest operacja praktycznie każdego ludzkiego organu.  

 

Operacja – najważniejsze są przygotowania

Sam zabieg jest zwieńczeniem długiego okresu przygotowań. Operacja nie może być groźniejsza od choroby samej w sobie. Pierwszym krokiem jest poznanie organizmu pacjenta poprzez wykonanie szeregu badań laboratoryjnych i obrazowych. Pozwala to na ocenę funkcjonowania najważniejszych układów – krwionośnego, moczowego, pokarmowego, hormonalnego i oddechowego. Jeśli znajdziemy jakieś odchylenia od normy, decydujemy czy operować mimo pewnych patologii, czy odroczyć zabieg na czas ich wyrównania.

W przypadku zabiegów planowych, czyli takich gdzie choroba nie stanowi bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia pacjenta, sprawa jest dość prosta. Zabiegi przekładamy zwykle na inny termin, dając sobie czas na pozbycie się zaburzeń i doprowadzenie organizmu pacjenta do takiego stanu, w którym operacja będzie stanowiła minimalne ryzyko.

Problem pojawia się w przypadku zabiegów, które trzeba przeprowadzić bezzwłocznie. Pacjenci traumatologiczni mają często wiele chorób współistniejących. Niestety, stres w postaci urazu powoduje dekompensację chronicznych schorzeń i zaostrzenie objawów. Jeśli nie ma czasu na wcześniejsze przygotowanie pacjenta, musimy pogodzić się ze zwiększonym ryzykiem, a zaburzenia wyrównujemy na bieżąco, już podczas zabiegu.

Zawsze bierzemy pod uwagę rachunek ewentualnych korzyści i ryzyka operacji. Czasami jest on szczególnie ciężki do zbilansowania. Przyjmujemy wiele starszych osób, dla których unieruchomienie w łóżku wyraźnie zwiększa ryzyko zgonu. Wtedy pojawia się pytanie – przeprowadzić zabieg od razu, ryzykując na przykład pogorszeniem niewydolności serca, krwawieniem albo zaburzeniami oddychania? A może poczekać kilka dni wyrównując już istniejące zaburzenia, ale zwiększając szanse zatorowości płucnej, zapalenia płuc albo infekcji układu moczowego? Na te pytania nie ma łatwych odpowiedzi.  

 

Setki dokumentów

Każda operacja to ogromna ilość dokumentów. Po pierwsze, przed zabiegiem konieczne jest uzyskanie świadomej zgody pacjenta. Każdy szpital ma odpowiednie formularze, na których możliwie wyczerpująco i przystępnie opisano wskazania do leczenia operacyjnego, przebieg operacji oraz możliwe niebezpieczeństwa z nią związane. Osobiście przedstawiając pacjentowi zgodę do podpisania, nie tylko dbam, żeby ją przeczytał, ale także sam wyjaśniam na czym będzie polegał zabieg, jak wygląda cięcie operacyjne i jakich oczekuję efektów po operacji. Tak traktowani pacjenci lepiej współpracują z lekarzami i dokładniej wykonują ich zalecenia, co skutkuje bardziej korzystnym wynikiem końcowym. Czasami mam tylko wątpliwości, czy wyrażona zgoda jest całkowicie świadoma, ale to temat na kompletnie inny wpis.

Oczywiście istnieją sytuacje, kiedy nie możemy uzyskać zgody. Jeśli życiu pacjenta zagraża niebezpieczeństwo, przygotowujemy tak zwany „protokół konieczności”. Jest to dokument, w którym arbitralnie stwierdzamy potrzebę i wskazania do pilnego przeprowadzenia zabiegu operacyjnego. Dłuższa procedura czeka nas, jeśli istnieją wskazania do wykonania operacji, ale nie istnieje bezpośrednie zagrożenie zdrowia i życia. W takich przypadkach zwracamy się do sądu, który decyduje np. o ubezwłasnowolnieniu pacjenta i wyznaczeniu opiekuna prawnego. Wtedy to opiekun podejmuję wiążącą dla nas decyzję.

Poza zgodą na zabieg operacyjny wśród wymaganych dokumentów znajdują się zgody na znieczulenie i przetaczanie krwi, okołooperacyjne karty kontrolne, karty profilaktyki przeciwzakrzepowej, anestezjologiczne karty znieczulenia, karty zleceń, papierowe wyniki badań diagnostycznych i wiele, wiele innych.  

 

Dzień operacji

Znieczulenie

Kiedy już uporamy się z niezbędnymi przygotowaniami, nadchodzi moment, w którym pacjent trafia na blok operacyjny. Dla samego chorego, najważniejszym przykazaniem jest pozostawanie na czczo, czyli bez jedzenia i picia. Jakakolwiek treść pokarmowa w żołądku stwarza ogromne ryzyko aspiracji do dróg oddechowych podczas znieczulenia. W konsekwencji rozwija się zachłystowe zapalenie płuc, choroba o znacznej śmiertelności.

Na sali operacyjnej pacjent dostaje się  najpierw pod opiekę anestezjologów. To oni są odpowiedzialni za znieczulenie pacjenta oraz czuwają nad jego stanem ogólnym podczas zabiegu. W zależności od rodzaju operacji, operowanej okolicy, przewidywanego czasu trwania, wcześniejszych ustaleń i kilku innych czynników pacjent zostaje znieczulony ogólnie (idzie spać) albo miejscowo (do tej kategorii zalicza się np. znieczulenia podpajęczynówkowe albo splotowe).  W razie konieczności, już po znieczuleniu, anestezjolodzy wykonują dodatkowe procedury mające zapewnić bezpieczeństwo chorego. Zakładają wtedy wkłucia centralne albo cewniki do inwazyjnego pomiaru ciśnienia krwi.

„Zaczynamy”

Po znieczuleniu i niezbędnych przygotowaniach, do akcji wkraczamy my. Zaczyna się właściwa operacja. Najpierw odpowiednio układamy pacjenta na stole. To ogromnie ważne, bo musimy zapewnić sobie optymalny wgląd do operowanej okolicy. Złe ułożenie, może utrudnić albo wręcz uniemożliwić wykonanie zabiegu. Jeśli to konieczne wykonujemy też pierwsze zdjęcia RTG, które pozwalają np. ocenić złamanie i określić możliwości jego repozycji (nastawienia).

Teraz przychodzi czas na chirurgiczne mycie i dezynfekcję rąk. Później dezynfekujemy operowaną okolicę i nakładamy pierwszą warstwę obłożenia. Zakładamy sterylne fartuchy i rękawiczki i obkładamy pacjenta drugi raz. To wszystko ma zapewnić czystość pola operacyjnego i zapobiegać infekcjom. W końcu możemy stanąć przy stole. Pada sakramentalne „zaczynamy” i skalpel po raz pierwszy przecina skórę.

Przebieg  operacji samej w sobie zależy od schorzenia i celu, który chcemy osiągnąć. Czasem mamy za zadanie wyleczenie pewnej choroby, innym razem jest to tzw. kontrola obrażeń, czyli wykonanie szybkiego zabiegu, który pozwoli na ustabilizowanie stanu pacjenta. Niektóre operacje idą jak po sznurku i trwają niecałą godzinę, inne to ciągłe pasmo problemów przeciągające się na cały dzień. Koniec końców, zawsze musimy być przygotowani na to, że nie wszystko pójdzie po naszej myśli, a wykonane badania obrazowe wcale nie muszą pokazywać pełnej złożoności problemu.

„Kończymy”

Kiedy już zrobimy wszystko co było konieczne, operacja zmierza ku końcowi. Nadchodzi czas na zamknięcie rany. Wbrew pozorom, szycie potrafi być całkiem skomplikowaną procedurą. Po pierwsze musimy zdecydować, czy dana tkanka wymaga szycia czy nie. Konieczne jest też zbliżanie do siebie odpowiednich warstw – powięź do powięzi, tkanka podskórna do tkanki podskórnej i skóra do skóry. Zakażone i brudne rany urazowe często zostawiamy w ogóle bez szycia, co zapobiega rozwijaniu się głębokiej infekcji. Trudność mogą sprawiać implantowane przez nas materiały – czasami zajmują  tyle miejsca, że ciężko jest odpowiednio zbliżyć do siebie powłoki, a ich zbytnie napięcie powoduje zaburzenia zrostu. Po zszyciu pozostaje już tylko założyć jałowy opatrunek i gips, jeśli jest taka konieczność.

Jeśli zastosowano narkozę, ostatnie etapy zabiegu przebiegają równocześnie z powolnym budzeniem pacjenta. W odpowiednim momencie anestezjolog odcina dopływ gazów usypiających zaczyna wentylację czystym powietrzem. W chwili, gdy chory może już oddychać samodzielnie wyciąga się rurkę intubacyjną. Sprawa jest nieco łatwiejsza w przypadku znieczuleń podpajęczynówkowych i splotowych, gdzie chory może zwykle opuścić salę operacyjną zaraz po założeniu opatrunków.  

 

Operacja – co potem?

Postępowanie pooperacyjne zależy od tego jaki zabieg wykonaliśmy. Niektóre wiążą się z minimalną inwazyjnością i praktycznie zerowym ubytkiem krwi, a pacjent może opuścić oddział już następnego dnia. W przypadkach dużych operacji konieczny jest jeszcze kilkudniowy pobyt w szpitalu. W tym czasie sprawdzamy m.in. morfologię, żeby oszacować utratę erytrocytów i upewnić się, że nie są konieczne przetoczenia. Rozpoczynamy też aktywizację pacjenta – pionizujemy go, uczymy jak prawidłowo chodzić i wykonywać codzienne czynności. Jest to szczególnie ważne u pacjentów po złamaniach albo po protezoplastykach bioder. Ci pierwsi muszą przez pewien czas uważać, żeby nie obciążać nadmiernie kończyn – żadne zespolenie nie jest tak wytrzymałe jak kość i może ulec uszkodzeniu albo destabilizacji. Ci drudzy mają np. kategoryczny zakaz siadania na niskich przedmiotach i krzyżowania kończyn, bo takie ruchy znacznie zwiększają ryzyko zwichnięcia protezy.

Wypis ze szpitala to jeszcze nie koniec leczenia. Pozostajemy w kontakcie z pacjentem podczas wizyt w poradni. Kontrolujemy postępy w zroście złamań, sprawdzamy czy zespolenia nie uległy destabilizacji, a protezy obluzowaniu. W miarę konieczności możemy zlecać odpowiednie ćwiczenia, zabiegi fizjoterapeutyczne albo rehabilitację – wszystko żeby pacjent mógł wrócić do swojej maksymalnej sprawności.

 

Chcesz wiedzieć jeszcze więcej? Przeczytaj wpisy o tym jak wygląda sala operacyjna oraz jacy ludzie na niej pracują

 

Jeśli chcesz wiedzieć jeszcze więcej o medycynie, dołącz do mnie na facebooku

 https://www.facebook.com/30ucisniec/

grupie 30 uciśnięć – medycyna bez tajemnic

https://www.facebook.com/groups/497178084208741

i instagramie

https://www.instagram.com/30ucisniec.pl/

Może ci się spodobać

Brak komentarzy

Zostaw komentarz