Codzienność

2019

6 stycznia 2020

Ostatnio zrobiłem sobie małą przerwę od prowadzenia bloga. Potrzebowałem czasu, żeby nieco odpocząć, zebrać myśli i zastanowić się nad kierunkiem, w którym chcę dalej podążać. 30ucisniec.pl traktuje jak mój mały projekt, który ma mi sprawiać masę przyjemności z tworzenia i interakcji z czytelnikami, a także pozwolić mi stać się lepszym lekarzem. Jak na razie spełniałem te zamierzenia i chciałbym, żeby tak pozostało. Teraz wracam do pisania z głową pełną nowych pomysłów, które, mam nadzieję, przypadną wam do gustu.
Początek nowego roku to nie tylko czas wymyślania kolejnych postanowień, ale także podsumowań. Więc, jaki był dla mnie 2019?


Blog urósł ponad moje oczekiwania

Rok temu cieszyłem się, że na blogu jest nas ponad dwa i pół tysiąca. Miałem nieśmiałą nadzieję, że do końca dekady ta liczba się podwoi. Okazało się, że moje szacunki były nieco zbyt zachowawcze, bo 30ucisniec.pl osiągnęło niesamowite siedem tysięcy trzysta polubień z postami docierającymi do nawet dwudziestu tysięcy osób. To niesamowity wynik, którego nie spodziewałem się w najśmielszych oczekiwaniach. Ten wynik to także wasza zasługa, za co szalenie dziękuję!
W tej beczce miodu znalazła się jednak niewielka łyżka dziegciu, czyli facebookowa grupa, którą niedawno utworzyłem. Czuję, że nie włożyłem w nią wystarczająco dużo pracy, dlatego nie funkcjonuje ona jeszcze tak, jak sobie to wymarzyłem. Jednak nic straconego. Wierzę, że może ona stać się wspaniałym miejscem, w którym wszyscy znajdziemy coś ciekawego i pouczającego.


Specjalizacja z Ortopedii i Traumatologii okazała się doskonałym wyborem

Polski system rekrutacji na rezydentury nie pozostawia miejsca na pomyłki. Możliwość zgłoszenia tylko na jedną specjalizację w pojedynczym województwie sprawia, że błąd w wyborze może położyć się cieniem na całą późniejszą karierę. Sprawę jeszcze pogarsza fakt, że rezygnując z rezydentury, bezpowrotnie traci się możliwość rekrutacji.
W swoim wyborze miałem sporo szczęścia. Nie tylko dostałem się na wybraną specjalizację, ale także trafiłem do miejsca, w którym mogę się rozwijać. Początki nie były łatwe – nie wiedziałem, że można być jednocześnie tak bardzo zestresowanym i przestraszonym. Wraz z upływem czasu nabrałem jednak nieco doświadczenia, moja głowa stała się spokojniejsza i nauczyłem się rozwiązywać problemy, które kiedyś wydawały się nie do przeskoczenia. Duża w tym zasługa moich kolegów z pracy, którzy zawsze starali się mi pomóc znaleźć najlepsze wyjście z trudnych sytuacji. 


Moja lista zabiegów znacznie się wydłużyła

Kończąc w grudniu pierwszy rok specjalizacji miałem na liście już kilkadziesiąt zabiegów wykonanych jako operator. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że będzie ich aż tyle. Jedne z nich były proste, ale pozwalały na obycie się z samą operatywą i narzędziami. Inne były już nieco bardziej skomplikowane i wymagały długich godzin spędzonych na nauce kolejnych etapów operacji oraz na zaznajomieniu się z instrumentarium i implantami. Pod koniec roku dałem radę nawet założyć swoją pierwszą protezę połowiczą biodra.


Rozpocząłem doktorat

Oprócz ogromnego skoku w pracy klinicznej, postanowiłem pchnąć do przodu mój rozwój naukowy. Rozpoczynając pracę jako nauczyciel akademicki, zacząłem też pisać pracę doktorską. Szczerze mówiąc idzie mi to trochę jak krew z nosa, ale mam nadzieję, że z doktoratem będzie tak jak z moimi innymi projektami – rozkręcają się powoli, ale kiedy już nabiorą rozpędu, stają się nie do zatrzymania.


Powróciłem do Azji

Kolejna miesięczna wyprawa. Tysiące kilometrów pokonanych piechotą, rowerami, skuterami, samochodami, pociągami i samolotami. Piękne krajobrazy, niesamowite zabytki i pyszne jedzenie. Czy można chcieć czegoś więcej?
A wy? Jak przeżyliście ostatnie 12 miesięcy? Chwalcie się!




Dobrze, że jesteś! 
Jeśli chcesz wiedzieć jeszcze więcej o medycynie, dołącz do mnie na facebooku 
Photo by Dawid Zawiła on Unsplash

Może ci się spodobać

Brak komentarzy

Zostaw komentarz