Medycyna

COVID – CO NAS CZEKA?

12 października 2020
COVID - epidemia

Właśnie dzieje się to, czego wszyscy się spodziewali, ale nikt nie miał odwagi głośno o tym mówić. Ilość nowych, potwierdzonych przypadków COVID 19 zaczęła rosnąć wykładniczo. Codziennie stwierdzamy ponad dziesięć razy więcej zachorowań niż w kwietniu albo maju. Zatrważający jest fakt, że ponad dziesięć procent wykonanych testów daje wynik pozytywny (!). Druga fala SARS-CoV2, znacznie silniejsza niż pierwsza, może się okazać gwoździem do trumny naszej opieki zdrowotnej i wyrokiem śmierci dla wielu osób.

 

Dobre złego początki

Marcowy początek polskiego rozdziału epidemii przyniósł szybkie, zdecydowane i paniczne reakcje. Zamknięto zakłady pracy, szkoły, przedszkola, parki, lasy, galerie handlowe, lotniska i granice. Odwołano wszystkie wydarzenia sportowe i kulturalne. Wiele szpitali przekształcono w placówki jednoimienne, które miały zajmować się tylko pacjentami z potwierdzonym zakażeniem.

Nie wszystkie rozwiązania były dobre. Ludzie tracili pracę i środki do życia, kraj pogrążył się w recesji, pacjenci z innymi schorzeniami pozostali bez leczenia.

Mimo tej prowizorki, ochrona zdrowia wyszła z pierwszej fali obronną ręką. Szpitale nie straciły płynności w leczeniu pacjentów, łóżek i respiratorów starczyło dla wszystkich potrzebujących. Personel medyczny nauczył się żyć w nowej rzeczywistości, choć nie było to łatwe. Codziennie spotykaliśmy się (i spotykamy) z absurdami, które ciężko pojąć. Wyobrażacie sobie, że na początku pandemii, aby wykonać test w kierunku COVID musieliśmy wypełnić pięć stron dokumentacji? Gdzieś z tyłu głowy pojawiła się myśl, że może damy radę.  

 

COVID w odwrocie

Lockdown uderzył we wszystkich. Żaden kraj nie może długo pozostawać w kompletnym zamknięciu. Stopniowe otwieranie kolejnych miejsc stworzyło nam możliwość powrotu do „normalnego” życia. W naszej codzienności zaszło kilka zmian – maseczki w sklepach, dystans od nieznajomych, od czasu do czasu kwarantanna (jeśli ktoś miał pecha). Ludziom zaczęło się wydawać, że wirus jest gdzieś daleko, że ich nie dotyczy. Wtedy do gry dołączyła polityka i wybory prezydenckie. Po fiasku organizacji wyborów kopertowych i wyrzuceniu w błoto 70 mln złotych, zdecydowano się na przeprowadzenie elekcji w dotychczasowej, stacjonarnej formie.

 

„Cieszę się, że coraz mniej obawiamy się tego wirusa, tej epidemii. To jest dobre podejście. Już teraz nie trzeba się jego bać”

 

Pamiętacie te słowa premiera Morawieckiego? Miały one zachęcić emerytów do pójścia do urn, ale myślę, że mają też drugie dno. Pokazują w jaki sposób rząd patrzył w przyszłość – z wiarą, że nic złego się nie stanie. Politycy, zachłyśnięci walką o władzę wmówili sobie, że wygraliśmy z pandemią raz na zawsze. Wirus jest w odwrocie, wystarczy, że nie zrobimy nic kompletnie głupiego i sam zniknie. Takie przekonanie okazało się błędem.

Kiedy jakiś kraj spodziewa się wojny, wykorzystuje czas pokoju, żeby się przygotować. Buduje umocnienia, kupuje broń, szkoli personel, gromadzi zapasy. To mądre działania. Chociaż eksperci mówili o tym, że niedługo nadejdzie druga fala COVID, nasz rząd wybrał wyparcie. Przez miesiące spokoju nie zrobiono nic konkretnego, żeby przygotować nas na nadchodzącą jesień. Ministerstwa Nauki i Edukacji Narodowej kompletnie zbagatelizowały sprawę uczniów oraz studentów nie dając placówkom oświatowym żadnych jasnych wytycznych odnośnie przeprowadzania zajęć. Ministerstwo Zdrowia gorąco naciskało, żeby szpitale powróciły do normalnego funkcjonowania (co można by zaakceptować, gdyby jednocześnie prowadzono przygotowania do drugiej fali zachorowań) i koncertowo zawaliło sprawę szczepionek na grypę. Ministerstwo Pracy dalej nie uregulowało prawnie zagadnień związanych z pracą zdalną. Wymieniać można by jeszcze długo.  

 

COVID – druga fala

Gdzie jesteśmy dzisiaj? Patrząc na nerwowe ruchy rządu i docierające do mnie doniesienia, mam wrażenie, że znajdujemy się na tej samej pozycji co w marcu. Nic nie mamy, nic nie wiemy, na szybko organizujemy jakieś rozwiązania. Mimo, że nieprzygotowane zawczasu szpitale w pośpiechu otwierają nowe oddziały zakaźne, dla pacjentów ze stwierdzonym COVID brakuje już łóżek. Powoli kończą się respiratory, co poskutkuje tym, że chorzy w najcięższym stanie nie otrzymają należytej pomocy. Co powinni w takiej sytuacji zrobić lekarze? Jak zdecydować, którą osobę podłączymy do respiratora, a której odmówimy wspomaganego oddechu? Mamy zdać się na własne doświadczenie? Moralność? A może rzucić monetą? Mimo doświadczeń z Włoch i Hiszpanii, nikt z rządzących nie zadał sobie trudu, żeby opracować jasne wytyczne. A propos rządzących – słyszeliście jak mówią, że szpitale mają wolne łóżka i mogą opiekować się chorymi? Okłamali was. Tak wygląda dostępność łóżek COVID na Lubelszczyźnie i łóżek intensywnej terapii w Warszawie.

 

COVID - miejsca w szpitalach  

 

Skupmy się teraz na ludziach. Nawet najbardziej zaawansowany sprzęt nie obsłuży się sam. Potrzeba nam specjalistów medycyny zakaźnej, anestezjologii i intensywnej terapii oraz internistów. Szczególnie ta pierwsza dziedzina była przez długie lata zaniedbywana, więc szpitale nie dysponują żadnymi rezerwami. Tak samo wygląda sprawa jeśli chodzi o pielęgniarki i ratowników medycznych. Jeśli dodamy do tego fakt, że część personelu sama zachoruje (niekoniecznie w szpitalu) i zostanie wyłączona z pracy, otrzymujemy niezbyt optymistyczne perspektywy. Wie o tym Ministerstwo Zdrowia, dlatego w panice obniża wymagania jakie są stawiane do pracy na intensywnej terapii. Wiedzą o tym także szpitale, dlatego próbują własnymi siłami zwiększyć możliwości personelu.

 

COVID - Twitter

 

  COVID - respirator

 

Nie zapominajmy jednak, że COVID nie jest jedyną chorobą grożącą człowiekowi. Dalej zapadamy na nowotwory, mamy zapalenia wyrostków robaczkowych i ulegamy wypadkom. Ci pacjenci także wymagają szybkiej pomocy, bez której umrą. Mimo to, oddziały, które nie zajmują się koronawirusem bezpośrednio zostały zostawione same sobie. Wyobraźcie sobie taką sytuację – największy w województwie oddział urazowy, jedyny w okolicy zajmujący się złamaniami miednic i kręgosłupów może zostać zamknięty, jeśli u chociaż jednego pacjenta, lekarza albo pielęgniarki zostanie wykryty COVID. Podobnie sprawa ma się np. z kardio- albo neurochirurgią.  

 

Nadchodzi burza

Krótko podsumowując, nasza ochrona zdrowia jest jak człowiek idący na linie podczas wichury. Wystarczy jeden mocniejszy podmuch wiatru i spadniemy w przepaść. Rządzący wiedzieli, że ta burza nadejdzie ale nie pomyśleli, żeby zamontować uprząż bezpieczeństwa.

Konsekwencje tej bezmyślności spadną na nas wszystkich.      

 

Jeśli chcesz wiedzieć jeszcze więcej o medycynie, dołącz do mnie na facebooku

 https://www.facebook.com/30ucisniec/

grupie 30 uciśnięć – medycyna bez tajemnic

https://www.facebook.com/groups/497178084208741

i instagramie

https://www.instagram.com/30ucisniec.pl/

 

  Photo by engin akyurt on Unsplash

Może ci się spodobać

Brak komentarzy

Zostaw komentarz